Inni dawali mu miesiąc życia, dr Burzyński – nadzieję

 dr. Burzyński

Do marca bieżącego roku Eugene Fachon miał problemy typowe dla 20-latków. Może częściej niż kolegów bolała go głowa. Diagnoza była druzgocąca – bardzo złośliwa odmiana guza pnia mózgu. Jak można wyczytać w opracowaniach medycznych, szanse na jego wyleczenie tradycyjnymi metodami wynoszą zero procent. Chorzy umierają zazwyczaj po kilku miesiącach. Eugene usłyszał, że uda mu się przeżyć może trzydzieści dni.

Rodzice błagają, ale decyzja jest wciąż na „NIE”

“Nikt nie dawał nam nawet cienia nadziei. Mówiono, że jedyna terapia na tego typu odmianę nowotworu, to radioterapia, ale ona nie jest lekarstwem, może tylko przedłużyć życie chłopca o kilka – w najlepszym przypadku – kilkanaście tygodni” – mówią rodzice chłopaka, którego stan pogarszał się z dnia na dzień, łącznie ze stopniową utratą wzroku.

Ktoś podpowiedział klinikę dr. Burzyńskiego. Co więcej, ich syn, po przejściu odpowiednich testów, został zakwalifikowany do II fazy badań klinicznych, zatwierdzonych wcześniej przez FDA. Codziennie przez dwa tygodnie otrzymywał specjalne dobrane leki, m.in. antyneoplastony, opracowane przez polskiego naukowca. Zaledwie po 10 dniach odzyskał wzrok, znacznie poprawiły się także inne wyniki badań neurologicznych Eugena. Tym bardziej więc dziwi decyzja Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) blokująca prowadzenie dalszego leczenia 20-latka.

“Kazali go usunąć z badań klinicznych fazy II na podstawie zupełnie błahej przyczyny. Otóż nagle, po tylu latach, zmienili klasyfikację surowców, które my kupujemy, żeby robić antyneoplastony. Dodam, że surowce te są normalnymi chemikaliami, które odpowiednio przetwarzamy i dopiero wtedy używamy do przygotowania leków. Tymczasem FDA uznała, że wspomniane surowce, zanim jeszcze zostaną przetworzone, muszą być takiej samej jakości, jak już gotowe leki. Problem w tym, że nikt w takiej postaci nie produkuje tych chemikaliów. By to robić, potrzebna jest nowa fabryka, której budowa potrwa latami, a i koszt leków wzrośnie co najmniej dziesięciokrotnie” – tłumaczy dr Stanisław Burzyński w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”.

“My używamy tych surowców od ponad 20 lat i nigdy nie było żadnego problemu. Nagle się pojawił. To jest jakiś nonsens, który będzie kosztował 20-latka życie” – dodaje dr Burzyński.

Rodzice Eugena podjęli rozpaczliwą walkę.

W piątek przed południem podczas telefonicznej konferencji błagali zespół lekarzy pracujących dla FDA z dr Patricią Keegan, reprezentującą FDA Division of Oncology Products, by pozwolili na kontynuację leczenia ich syna. Bezskutecznie. Medycy rządowej agencji nie zgodzili się na dalsze leczenie w klinice dr. Burzyńskiego. W sobotę wyjaśnień od władz FDA zażądał senator Jack Ree, co więcej – polityk osobiście rozmawiał z dr. Robertem M. Califfem stojącym na czele Agencji ds. Żywności i Leków.

Jeszcze na początku tygodnia decyzja była na „nie”. 

“To, co robi FDA, jest przestępstwem kryminalnym, bo przez to młody człowiek umrze, jeśli będą dalej blokować nasze leczenie. Do tego nie można dopuścić!” – denerwuje się Stanisław Burzyński.

“Eugenowi zaczęło się poprawiać z punktu widzenia neurologicznego, a przypomnę, że jak był u najlepszych specjalistów w kraju, to bezradnie rozłożyli ręce. Jeśli FDA będzie się dalej upierać, to zrobię wszystko, by doszło u nich do generalnego śledztwa, by zrobił się wielki szum. Kilka osób straci stanowiska.

Podobnie było w 1996 r., kiedy nas zaatakowali, a w efekcie dwóch komisarzy od nich straciło pracę, jeszcze kilku innych pionków – tak samo będzie i teraz. To są ‘dzieci’ tych, którym złoiliśmy skórę dwadzieścia lat temu, tylko że ‘dzieci’ jakoś tego nie pamiętają” – dodaje dr Burzyński.

Według niego amerykańska agencja nie bez powodu właśnie teraz blokuje II fazę badań klinicznych, na którą przecież wcześniej wydała zgodę, i to po bardzo wnikliwym sprawdzeniu wszelkiej medycznej dokumentacji.

“Wiedzą przecież, że także i Texas Medical Board mnie atakuje i w ten sposób, pokazując znak stopu trwającym badaniom w klinice, chcą pomóc w odebraniu mi licencji” – uważa Stanisław Burzyński.

“W klinice Burzyńskiego oszukuje się pacjentów”

Faktycznie na początku maja w sądzie administracyjnym w Austin przez osiem dni trwała kolejna faza przesłuchań, podczas których prawnicy z Texas Medical Board (TMB) robili wszystko, by udowodnić, że w klinice dr. Stanisława Burzyńskiego, dochodzi do łamania praw pacjentów, a metody tam stosowane są wręcz niebezpieczne dla życia i zdrowia. Jak informuje polski naukowiec, adwokaci TMB posunęli się nawet do usunięcia wcześniej zatwierdzonych dowodów.

“Oczywiście usunęli dokumenty świadczące o tym, że leczenie proponowane w mojej klinice faktycznie leczy z raka, natomiast zostawili tylko negatywne dowody. W Polsce takie zachowanie można określić jednym słowem: matactwo. Ci, którzy to robią – ludzie z agencji stanowej – popełniają poważne przestępstwo i powinni iść za to do więzienia. Tymczasem tłumaczyli, że zrobili to dla dobra sędziów, by nie musieli przeglądać tak dużej liczby dokumentów. Tymczasem sędziowie nie wiedzieli na początku, o co chodzi, bo trudno uwierzyć, że takie oszustwo można zrobić. Jak widać, można” – relacjonuje przebieg przesłuchań w Austin Stanisław Burzyński.

“Chcą zniszczyć lekarzy, nie tylko mnie, którzy wnoszą cokolwiek nowego do świata medycyny. A jeśli nie zniszczyć, to wziąć od nich spory okup pieniężny. To właśnie ostatnio zaczęli robić – nakładać kary grzywny za najdrobniejsze przewinienie. To jest skorumpowana agencja, która powinna zostać zamknięta, a w jej miejsce powinno powstać coś nowego.

Nawet sędzia zapytał wprost adwokatów z strony Texas Medical Board: no dobrze, a jeśli na przykład kilka lat temu lekarz stosował tę kombinację leków, które wówczas nie były określane jako ‘standardowa terapia’, u pacjenta, którego nikt inny leczyć nie chciał, bo tradycyjna medycyna była bezradna, a teraz ta kombinacja leków została uznana za standardową, to czy należy takich lekarzy nadal karać? Adwokaci odparli, że tak! Należy karać! Wtedy sędzia zapytał: no to jak ma zostać dokonany postęp w medycynie, jeśli będziecie karać za jakąkolwiek modyfikację leczenia, przecież wtedy nie będzie żadnego postępu.  Myśląc takimi kategoriami to George Washington powinien zostać uznany za przestępcę, bo przecież łamał prawo brytyjskie” – uważa dr Burzyński.

Na sali zeznawali pacjenci polskiego naukowca. Wśród nich była m.in. Susan McGee u której kilka lat temu zdiagnozowano raka przełyku IV stopnia. Lekarze nie dawali jej szans na życie dłuższe niż kilka miesięcy. Onkolog powiedział, że nie ma sensu już jej męczyć terapiami, lepiej będzie, jeśli przygotuje się w spokoju na śmierć. Dzieci zaciągnęły ją do kliniki Burzyńskiego. Od pierwszej wizyty minęło pięć lat. Jak pokazują ostatnie badania, w jej ciele nie ma śladu po nowotworze. 

Między innymi jej zeznania, ale także pozostałych pacjentów będzie można zobaczyć w kolejnym dokumencie Erica Meroli, producenta i reżysera m.in. “Burzynski, the Movie” oraz jego drugiej części “Burzynski: Cancer is Serious Business”.

“Towarzyszyłem doktorowi w każdym dniu przesłuchania w Austin. Mam nagraną każdą minutę. Fragmenty opublikuję wkrótce na Facebooku. Jak oceniam to, co działo się w sądzie? Jako coś nierzeczywistego. Trudno było uwierzyć w tezy, jakie formułowali adwokaci Texas Medical Board. Nic nie mają. Nawet sędziowie nie byli pewni, dlaczego w ogóle doszło do przesłuchań” – mówi dla „Nowego Dziennika” Eric Merola.

Reżyser dodaje, że kiedy pod przysięgą zeznawali pacjenci, sędziowie mieli łzy w oczach. W końcu mieli powiedzieć: „wystarczy, rozumiemy – doktor Burzyński leczy z raka”.

“Z kolei na samym końcu przesłuchań, zwracając się do adwokatów TMB, poprosili, by prawnicy wyjaśnili, czy Medical Board ma problem z tym, iż naukowcy odkrywają nowe metody leczenia i próbują ratować ludzi? Oni odparli, że oczywiście, że nie, ale że są zasady i należy ich przestrzegać. I koło się zamyka” – relacjonuje wydarzenia z Austin Eric Merola.

Doktora Stanisława Burzyńskiego poznał kilka lat temu. Jednak zanim zdobył jego zaufanie, minęło sporo czasu.

“Czy ktoś kto zarabia mld na leczeniu, chce abyśmy szybko wyzdrowieli?”

“O polskim naukowcu stosującym nowatorską metodę leczenia raka dowiedziałem się przez przypadek. W 2008 r., kiedy jeszcze mieszkałem w metropolii nowojorskiej, wracając z Manhattanu do domu, czytałem różne dokumenty i tak natrafiłem na książkę pt. ‚Cancer Industry’ dr. Ralpha Mossa, napisaną pod koniec lat 80.

Autor opisuje w niej,  jak bardzo, już wtedy, przemysł nowotworowy był skorumpowany i otoczony wpływami politycznymi. O jak wielkie pieniądze toczyła się gra. W książce tej mały rozdział był poświęcony dr. Burzyńskiemu, a przecież to były lata 80., polski naukowiec nie był jeszcze tak znaną postacią w świecie medycyny, a już dr Moss wspomniał o nim i o jego metodzie walki z rakiem” – opowiada reżyser filmu “Burzynski: Cancer is Serious Business”.

Zanim polski naukowiec zgodził się na pierwszą rozmowę – minęło pół roku. Wcześniej Eric Merola nagrał kilku byłych pacjentów Burzyńskiego.

“Nie było łatwo, bo te osoby nie chciały w ogóle rozmawiać z mediami, a co dopiero stać się częścią dokumentu, ale udało się i dopiero, gdy pokazałem nagrania Stanisławowi Burzyńskiemu, zdobyłem jego zaufanie na tyle, by powiedział mi prawdę” – wyjaśnia Merola.

Amerykański twórca zauważa, że w tzw. mainstreamowe media  milczą na temat nowatorskich metod. Co więcej, krytykują każdego, kto leczy w niestandardowy sposób.

“Za takim zachowaniem stoją wielkie pieniądze. Kto płaci? A jak pani myśli? Dodam, że odpowiedź nasuwa się sama. Czy ktoś, kto zarabia miliardy na leczeniu, chce, byśmy szybko wyzdrowieli? Tak, ma się poprawiać stan naszego zdrowia, zachęcając do dalszej terapii, ale nie chodzi wcale o wyleczenie całkowite. Tego tzw. Big Pharma nie chce. Świetnie współpracuje z FDA.

Zresztą byli pracownicy rządowej agencji to najbardziej pożądani członkowie zespołów firm farmaceutycznych. One wręcz na nich polują, płacąc im gigantyczne wynagrodzenie. Za to mają kontakty i są świetnie sterowani po kolejne zezwolenia. Ten cały mechanizm można porównać do samochodów na wodę, gdy taki zostanie wymyślony, pewnie nie wjedzie na rynek, bo go zniszczą, zanim zdąży zjechać z linii produkcyjnej” – ocenia Eric Merola.

Na pytanie, czy ufa doktorowi Burzyńskiemu, z którym spędził wiele godzin, był także w jego klinice, natychmiast odpowiada, że tak i wymienia przykłady osób uratowanych metodą opracowaną przez polskiego naukowca. Gdy mówię, że przecież część pacjentów zmarła, przypomina, że do kliniki w Houston trafiają niemal wyłącznie osoby będące w ostatnim stadium choroby, którym w każdej innej klinice, gdzie stosuje się standardowe leczenie, nie dano żadnych szans na wyleczenie.

Dodaje także, że gdy porówna się wydatki ponoszone na “zwykłą terapię” z metodami stosowanymi przez Burzyńskiego, to te ostatnie są nawet kilka razy tańsze.

“Problem w tym, że nie są refundowane – gdy idziemy do lekarza i dostajemy leki zatwierdzone przez FDA, to one są zazwyczaj opłacane przez ubezpieczenie i wtedy nikt z nas nie pyta, ile kosztuje terapia. U Burzyńskiego, ‘dzięki’ agencji rządowej, płacimy z własnej kieszeni” – mówi Merola.

Ile zatem kosztuje tzw. tradycyjna terapia?

Zależy z jakim rodzajem nowotworu zmaga się chory i jaki sposób leczenia zostanie mu zaproponowany. Jak wynika z najnowszego raportu opublikowanego przez IMS Health Informatics, w 2015 r. na medykamenty związane z terapią rakową wydano w USA prawie 50 miliardów dolarów. Miesięczna cena leków, jakie przyjmuje chory, waha się – według National Cancer Institute – od 100 dol. do 65 tys. dol.

Najdroższa jest walka z nowotworem mózgu.

Pierwszy rok terapii kosztuje ok. 110 tys. dol. Dla porównania, rak skóry – ok. 5 tys. dol. W Polsce roczny koszt ponoszony przez Narodowy Fundusz Zdrowia na terapie rakowe wynosi w sumie ok. 10 mld złotych (2,6 mld dol.). Nie tylko cena idzie w górę, rośnie także liczba chorych, u których diagnozowana jest choroba nowotworowa. Szacuje się, że w 2020 roku nawet co trzecia osoba na świecie będzie walczyć z nowotworem.

Największe i jedyne marzenie – ŻYĆ!

Z guzem mózgu, tzw. glejakiem, od kilku lat zmaga się 28-letni Kamil Nowosielski z Lubania. Nie jest sam, bo w tej walce o życie, od samego początku, towarzyszy mu o rok starszy brat Daniel. Jest z nim wszędzie – podczas każdej wizyty u lekarza, na badaniach w szpitalu, był przed salą operacyjną, gdy Kamilowi dwukrotnie próbowano usunąć guza. To on szukał ratunku dla brata, gdy lekarze w Polsce już się poddali. On także usłyszał od najlepszych specjalistów z europejskich klinik, że Kamila nie da się uratować i najpewniej, w ciągu najbliższych miesięcy, przegra walkę z rakiem.

“Został zdiagnozowany z najbardziej złośliwą odmianą raka mózgu, takim guzem, którego, jak podkreślali lekarze, nie da się zwalczyć. Po dwóch operacjach jego stan był tragiczny. Nie mógł się poruszać o własnych siłach, nie mówił, miał słaby kontakt z rzeczywistością, a wszystko przez udar mózgu, który nastąpił dosłownie chwilę przed rozpoczęciem nowego etapu leczenia” – wyjaśnia Daniel.

Nowy etap to Klinika Burzyńskiego w Houston, o której dowiedział się przez przypadek, przeszukując internet. Zadzwonił pod podany na stronie numer telefonu i usłyszał, żeby raczej nie przyjeżdżać.

“Nikt nas nie namawiał, co więcej – na początku próbowano nas nawet odwieść od tego pomysłu. Głównie chodziło o wysokie koszty, ale nie tylko. Ja się uparłem i powiedziałem, że zbieram pieniądze, bo tak czy inaczej przylecę z bratem do nich, więc co mam zrobić? Jak się przygotować do wizyty? Wtedy dostaliśmy dokładne informacje, jakie mamy wysłać dokumenty – chodziło głównie komplet dokumentów medycznych w dwóch językach po polsku i angielsku (wypisy ze szpitali, opisy rezonansów magnetycznych, podstawowych badań).

Następnie czeka się na odpowiedź od doktora Burzyńskiego, czy jest się zakwalifikowanym na leczenie, czy też nie. My dostaliśmy pozytywną decyzję po ok. dwóch tygodniach” – opowiada Daniel.

Mimo zbiórek i ogromnej ofiarności wielu osób Kamila nie było stać na antyneoplastony. Zdecydował się więc na nieco tańszą – terapię genową, której częścią jest chemioterapia, a także dobrany przez dr. Burzyńskiego lek na raka, ogólnie zresztą dostępny na rynku. Rezultaty przerosły najśmielsze oczekiwania. Guz wielkości sporej pomarańczy, który wyrósł w głowie Kamila, zmniejszył się aż o 93 proc.

“W USA rozpoczęliśmy leczenie w sierpniu 2014 r. i rezultaty, jakie udało nam się osiągnąć już po zaledwie kilku miesiącach, zaskoczyły nawet samych lekarzy. Dr Burzyński od początku był bardzo wstrzemięźliwy, jeśli chodzi o jakikolwiek prorokowanie. Co więcej, ostrzegał, że może być przeróżna reakcja organizmu, na przykład, że guz może wrócić jeszcze większy. To się potwierdziło u innych pacjentów, którzy m.in. z mediów dowiedzieli się o Kamilu i o tym, że jego stan zdrowia się poprawia, i też przylecieli na leczenie. Tylko że oni mieli już rozpoznanie raka IV stopnia, czyli najwyższego, no i dla nich to leczenie, które otrzymał mój brat, okazało się nieskuteczne” – mówi Daniel.

Dodaje też, że większość chorych, jeśli nie wszyscy, których poznał w klinice – z każdego innego ośrodka odsyłani byli z wyrokiem śmierci, w Klinice Burzyńskiego dawano im pewną opcję.

“Polonia uratowała nas przed zagładą”

“Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Ja mogę powiedzieć, że gdyby nie dr Burzyński, to Kamila już by dawno nie było z nami. Byliśmy w kilku klinikach w Europie, rozmawialiśmy z najlepszymi onkologami m.in. w Szwajcarii i Niemczech. Takimi, którzy mieli głośne badania kliniczne, opublikowane w wielu liczących się magazynach, i nikt z nich nie zaproponował żadnej terapii, zupełnie nic.

A tu nagle pojawia się klinika, jedna jedyna, która nie ma sieci klinik, a ma podejście zupełnie inne. Daje pewną opcję leczenia. Kamil był beznadziejnym przypadkiem. Wszyscy mówili, że nie da rady, nie przeżyje i choroba skończy się jak u każdego innego. A jednak” – mówi Daniel.

Jego walka o brata trwa nadal. By zakończyła się sukcesem, potrzebne są pieniądze. Bracia zbliżają się przecież dopiero do półmetka, bo równie ważne po całkowitym zniknięciu guza będzie niedopuszczenie do jego odrośnięcia.

“To jest walka o życie, ten najważniejszy cel. Dumę trzeba schować do kieszeni i po prostu czasem stanąć z puszką cały dzień przed sklepem. Prosić jak najmocniej się da i próbować te pieniądze uzbierać” – przyznaje Daniel.

Bo leczenie w Stanach Zjednoczonych to nie kaprys, a konieczność. Kamil przeszedł standardową procedurę w Polsce – operacje, naświetlania… i nic, żadnej poprawy, było nawet gorzej. Jedyne, co słyszeli, to to, że cały świat walczy z tą chorobą i cały świat przegrywa. Jak się okazuje, są tacy, którzy mają na nią sposób.

“Jeśli umrze pacjent w najlepszej klinice nowotworowej, to nikt o tym nie trąbi, jest za to oświadczenie, że takie są koleje losu, pacjenci i tak nie mieli szansy na wyzdrowienie. A jak umrze u dr. Burzyńskiego, jest wielkie ‘hallo’. On nie jest cudotwórcą, ma po prostu inne leki, które dla części osób okazują się skuteczne” – uważa Daniel.

Do tej pory na walkę z rakiem wydali ponad 680 tys. złotych (ok. 180 tys. dol.) Na dalsze zmagania z chorobą potrzeba praktycznie tyle samo. Braci bardzo wsparła Polonia, m.in. z Chicago.

“Przyjechaliśmy do Wietrznego Miasta, gdy nie mieliśmy już pieniędzy na dalsze leczenie. Nikt nas nie znał, ale powoli rozpędziła się machina pomocy. Pierwszy wywiad w radiu, kolejny w gazecie, ktoś zaproponował mieszkanie, inni zorganizowanie zbiórki czy piknik charytatywny. Zostaliśmy uratowani przed zagładą” – przyznaje Daniel.

Jego brat leczy się nie tylko u dr. Stanisława Burzyńskiego, przez pewien czas był też w Sacramento u innego Polaka, dr. Jana Lubeckiego, gdzie ratował nerki. Obecnie przechodzi neuroterapię na Florydzie w Tallahassee Neurobalance Center.

“Mapowanie mózgu wykazało wiele zaburzeń dotyczących pracy połączeń nerwowych. Zostały zniszczone leczeniem operacyjnym i naświetlaniami oraz mikroudarem mózgu. Uszkodzenia są poważne, a według medycyny konwencjonalnej mózg uszkodzony nie jest zdolny do samodzielnej regeneracji. Kamil więc cierpi podwójnie – walczy z nowotworem, z którym tradycyjna medycyna nie może sobie poradzić, a dodatkowo ma duże uszkodzenie mózgu, które sprawia, że nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania – napisał Daniel na facebookowej stronie “Pomagamy Kamilowi”. – Bardzo dziękujemy, że jesteście z nami. Bez was nie dalibyśmy rady” – dodaje.

Każdy może pomóc spełnić jedyne marzenie Kamila, aby po prostu żyć. Datki można wpłacać na: Daniel Nowosielski, 80 Rodenburg Rd, Roselle, IL, 60172, PayPal: info@helpkamil.com, lub przez www.helpkamil.com, jest także konto na www.siepomaga.pl/kamil.

Co dalej w sprawie Burzyńskiego?

Jeśli chodzi o walkę wypowiedzianą przez Texas Medical Board – agencję stanową, która stara się zrobić wszystko, by doprowadzić do zamknięcia kliniki – to decydująca może okazać się opinia sędziów z Austin. Ma być gotowa po wakacjach.

“Jeśli ta opinia będzie pozytywna, to sprawa zostaje zakończona. Natomiast jeśli będzie negatywna, bo sędziowie uznają, że doszło u mnie w ośrodku do przewinienia, to na jej podstawie Texas Medical Board może dopiąć swego i odebrać licencję” – wyjaśnia dr Burzyński, ale jak dodaje – na to się raczej nie zanosi, bo w jego opinii przesłuchania wypadły bardzo dobrze.

“Przez takie zachowanie zarówno Medical Board, jak i FDA ginie mnóstwo ludzi. Przecież ja nie kryję swoich metod leczenia, opisałem je szczegółowo w wielu publikacjach, ale nikt nie będzie tego dotykał, jeśli agencja stanowa czy federalna będzie za to karać, a to co dzieje się u mnie, dzieje się w całych Stanach Zjednoczonych. Trzeba to draństwo skończyć! Wyłapać łotrów i ich przykładnie ukarać! Marnują pieniądze podatników i hamują postęp medycyny dla interesów kilku dużych firm farmaceutycznych. To jest walka nie tylko w wymiarze naukowym – z rakiem – ale również społecznym. Zaraza skorumpowania, która się szerzy, jest jak nowotwór i trzeba to choróbsko pokonać raz na zawsze.

Prawda zwycięży – prawda i nauka – takie jest prawo natury” – konkluduje dr Stanisław Burzyński. 

źródło: dziennik.com

Formularz z NeTeS



Foto: burzynskimovie.com

2 Responses to “Inni dawali mu miesiąc życia, dr Burzyński – nadzieję”

  • Kasia on 28 lutego 2017

    Kochany Dr Burzynski, dzielnie walczy z przeciwnosciami i big farma, FDA i innymi rzadowymi instytucjami. Brakuje mu tylko pieniedzy na prowadzenie badan, inni dostaja a on nie, mimo ze skutecznosc leczenia nowotworow w jego klinice jest najwyzsza ! Niech Pan Bog Panu Profesorowi Poblogosawi !

  • Wiesława on 1 maja 2018

    Doktorze Burzyński, trzymam kciuki za Pana upór i wytrwałość !!!
    Nie wiem, w jaki sposób mogłabym Panu pomóc więc na razie podaję adres meilowy , może się kiedyś przyda !!!
    Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *